PRZEPIS NA KOBIETĘ
Kobiecość jest pojęciem dość nieuchwytnym. W każdym razie na tyle niełatwym do zdefiniowania, że można sobie dowolnie z nim poczynać. No i niektórzy poczynają. Jedni utożsamiają kobiecość z zalotnością, seksapilem, a nawet wprost i bez ogródek, z niejakim "kurwikiem". Dla innych kobiecością jest kapryśne usposobienie i niestałość poglądów, nastrojów i zamiarów - wszak la donna e mobile. Dla jeszcze innych kobiecością jest usłużność, cierpliwość lub wręcz cierpiętliwość ("Mater Dolorosa"). Za atrybuty kobiecości uważa się też często gadatliwość, próżność i ustawiczną dążność do upiększania swojej twarzy i swego ciała ("Kobieto, ty puchu marny!"). A gdy ktoś naprawdę głęboko zamyśli się nad sensem kobiecości, to podkreśla rzekome rozdwojenie kobiecej natury na matkę i kochankę. Tak jakby w naturze kobiety nie mieściła się profesorka, artystka, podróżniczka, rewolucjonistka, odkrywczyni, myślicielka, mistrzyni sportu, czy, choćby, taka Janka Ochojska.
Może te wszystkie syntezy kobiecości zawierają cząstkę prawdy, są jednak zbyt wąskie i ograniczające. Zresztą ja sama w żadnej z nich w pełni się nie odnajduję. Nie odnajduję też w nich moich córek. Ani większości innych kobiet, które znam. Chyba więc w ogóle nie należy myśleć o kobiecości, jako odzwierciedleniu pewnych zachowań. Kobiecość - podobnie zresztą, jak męskość - to zapewne coś więcej niż powierzchowne środki wyrazu, jakimi ktoś się posługuje.
Uważam za fałszywe sprowadzanie kobiecości do seksapilu i flirciarstwa - bo czyż nie ma flirciarzy mężczyzn, i to z jakim seksapilem! Bezsensem jest przypisywanie kobietom zmienności nastrojów i poglądów - iluż to chimeryków chodzi po świecie i ilu, na przykład, polityków dziś jest po prawej, wczoraj po lewej, a jutro po środkowej stronie? I ktoś nam śmie wmawiać, że to la donna e mobile? Szczyt niesprawiedliwości. Cierpliwych i pomocnych mężczyzn, może nie za często, ale też można spotkać i wtedy są oni po męsku cierpliwi, czuli i dobrzy. Z kolei upiększanie się, odchudzanie i natrętna chęć oszukania czasu to owszem, dość powszechna cecha kobiet raczej niż mężczyzn, ale nie mam wątpliwości, że stanowi ona w istocie przejaw nie tyle "kobiecości", ile oczekiwań mężczyzn wobec kobiet. To mężczyźni chcą kobiet z okładek żurnali, to im podobają się kobiety posłuszne, uległe i usłużne, i to oni lubią się popisywać coraz młodszymi laskami, niczym myśliwi swoimi trofeami. Mężczyźni często manifestują wyższość nad kobietami z powodu tego, że kobietom zdarza się zmieniać zdanie pod wpływem nagłej intuicji, potrzeby chwili lub nowych okoliczności; wielu z nich natomiast, gdy już raz coś postanowi, to żeby nie wiem co, obstaje przy swoim, choćby od początku ich pomysł wcale nie był taki dobry. Też mi zaleta. Ludzkość by z jaskiń nie wyszła, gdybyśmy nie zmieniali zdania. Może trzeba by raczej powiedzieć: gdybyśmy nie zmieniały zdania?
Czymś jednak owa mitologiczna "kobiecość" musi być. Po coś w końcu istnieją w przyrodzie dwie płcie. Nie mogą się niczym nie różnić, bo w końcu nie byłoby dwóch, tylko jedna, obojnaka. Co zatem odróżnia kobiety od mężczyzn i mężczyzn od kobiet? Jeżeli nie flirciarstwo, płochość, wylewność lub opiekuńczość, to co?
Osobiście podoba mi się fragment definicji feminizmu zaproponowanej przez amerykańską socjolog, Sonię Johnson, w którym za najbardziej odróżniające nas od męskiego sposobu myślenia i działania uważa ona rozwiązywanie konfliktów bez użycia siły oraz współdziałanie z przyrodą, innymi ludźmi i innymi istotami żyjącymi na świecie. Dodałabym do tego praktyczność. Bynajmniej nie bezuczuciowy pragmatyzm, lecz prostą życiową praktyczność. Stąpanie po ziemi, a nie po obłokach.
Na wyobrażenie kobiecości składają się liczne wzorce i przekazy płynące od autorytetów, a także wiele - nie zawsze w pełni uświadamianych - własnych doświadczeń. Wpływ na nie ma również kultura, którą odbieramy poprzez literaturę i sztukę, życie polityczne i społeczne i lansowanie określonych wartości na przykład w mediach. A zatem pojęcie kobiecości odzwierciedla dość niejednorodny zlepek skojarzeń. Może on być zupełnie różny dla różnych ludzi, co zresztą ilustrują przytoczone na początku opinie zebrane w mojej mini-sondzie. Źle by było jednak, gdyby w tej sprawie pozostawić pojęciowy bałagan i nie spróbować zweryfikować opinii negatywnych i dyskryminujących, które często przyswajamy z jakichś wcale niemądrych i niewartych powielania źródeł.
Sporo podróżuję, mam więc okazję przyglądać się porządkom społecznym w wielu krajach. Są państwa, podobne w tym względzie do Polski, gdzie bastion męskich rządów bardzo opornie ustępuje miejsca kobietom i prawie w ogóle nie chce słuchać o możliwości zastosowania nowych reguł, do których należą na przykład "kwoty", polegające na ustawowym zrównaniu proporcji reprezentacji kobiet i mężczyzn w strukturach władz parlamentarnych i samorządowych. Kraje te, podobnie zresztą jak nasz, mają na ogół sporo problemów z samym rządzeniem. Kłótnie, partyjniactwo, walka o władzę, a nie o sprawy publiczne, mnóstwo przekrętów i odwoływanie się do siły bądź narzucania własnej woli zamiast poszukiwania kompromisów, a także koncentracja wydatków publicznych na tym wszystkim co może powiększyć lub umocnić samą władzę.
Najwcześniej zastosowały metodę "kwot" kraje skandynawskie, parę lat temu wprowadziła je Francja. Byłam niedawno w Szwecji i w Norwegii, a ostatnio we Francji. Gdyby kwotowy system wybierania reprezentacji narodu spowodował jakiekolwiek, bodaj najmniejsze, pogorszenie funkcjonowania państwa czy jego władz, w tamtych krajach już byłoby to widoczne. Nic podobnego. Jest wręcz przeciwnie. Wzrost liczby kobiet w najważniejszych organach władzy na wysokim i na niższych szczeblach przyniósł efekty w postaci przybliżenia polityki do obywateli. Może więc należałoby podkreślić jako istotną cechę "kobiecości" - dobrą komunikatywność i łatwość nawiązywania dialogu z ludźmi oraz interesowanie się ludzkimi sprawami?
W tych państwach, gdzie więcej kobiet ma głos publiczny, mniej jest pospolitych awantur i afer. Deputowane, senatorki czy działaczki samorządowe rzadko bywają bohaterkami skandali finansowych i afer gospodarczych. Oznacza to chyba, że kobiety w polityce i w życiu publicznym są nie tylko bardziej odpowiedzialne, mniej agresywne, ale i uczciwsze. Podam interesujący przykład z Peru. Od momentu, gdy niedawno w policji drogowej zatrudniono prawie same policjantki, zniknął problem korupcji i łapówkarstwa dręczący od lat tamtejszą "drogówkę". Unikanie agresji przez kobiety jest również niezaprzeczalną ich cechą, znajdującą potwierdzenie w statystykach kryminalnych: ponad 95 procent wszystkich przestępstw (i to wszędzie na świecie!) popełniają jednak niestety mężczyźni...
Państwa, w których mężczyźni podzielili się władzą z kobietami (oczywiście nie dobrowolnie, lecz dlatego, że narzuciła to im odpowiednia ustawa!) nie przestały nagle odgrywać ważnej roli na arenie światowej. Nie zbiedniały i nie utraciły partnerów gospodarczych. Obywatelom tych państw nie pogorszyły się warunki leczenia, kształcenia się, pracy i życia w rodzinie. Powiedzmy sobie szczerze: stało się raczej odwrotnie. Naturalnie nie z tego powodu, że deputowane nagle zwiększyły budżet czy dochód narodowy. Lecz najprawdopodobniej dlatego, że miały znaczący wpływ na decyzje dotyczącego tego, na co wydawać więcej, a na co mniej pieniędzy. Myślę więc, że troskę o życiowe potrzeby innych ludzi można uznać za kolejną typową cechę "kobiecości".
W mieście Sundsval na północy Szwecji, gdy w 1997 roku merem miasta została kobieta, wszyscy pierwszoklasiści zaczęli otrzymywać w szkolnej wyprawce... skrzypce, a w każdej szkole zatrudniono dodatkowo nauczyciela muzyki. Pani prezydent miasta przekonała do tego pomysłu radnych podobno jednym argumentem: "Szwedzi mają opinię narodu niemuzykalnego. Spróbujmy to zmienić. Aby się to udało, trzeba zacząć uczyć muzyki już od pierwszej klasy." Sama byłam świadkiem jak międzyszkolna orkiestra smyczkowa miasta Sundsval, składająca się z kilkudziesięciu 7-10-latków, uświetniła naprawdę pięknym koncertem otwarcie konferencji, w której brałam udział. A zatem wrażliwość na piękno i potrzeby duchowe uznałabym za następną cechę "kobiecości". Coś w tym jest: na widowniach teatrów, w bibliotekach, salonach wystawowych, a nawet przy półkach z beletrystyką czy poezją w księgarniach - dodajmy, że w kościołach również - przeważającą większość stanowią kobiety...
Myślę, że posłużenie się przeze mnie przykładami z niwy publicznej tylko potwierdzi fakt, iż dokładnie te same cechy kobiecości wiodoczne są w życiu rodzinnym, towarzyskim i osobistym. Kobiety, krótko mówiąc, odróżniają się od mężczyzn głównie czterema cechami: są bardziej komunikatywne, mniej agresywne, lepiej umieją troszczyć się o innych i mają głębokie potrzeby estetyczne i duchowe. Właśnie z tych czterech punktów ułożyłabym zarys wizerunku tak zwanej "kobiecości". Oczywiście dla uzyskania pełni portret ten mógłby zawierać "drugą stronę medalu", czyli typowe kobiece przywary. Ten temat chętnie oddam jednak do dyspozycji innym autorom.