WESOŁYCH ŚWIĄT
O Bożym Narodzeniu najczęściej myślimy i rozmawiamy w przededniu Świąt, no więc znowu przyszła na to pora. Oprawa grudniowych Świąt oraz fakt ich trwałości to wyraz głębokiej tradycji chrześcijańskiej podtrzymywanej przez różne narodowe rytuały i obyczaje. U nas niemal każdy wynosi z dzieciństwa obrazy i wspomnienia związane z wielkimi porządkami, choinką, pierwszą gwiazdką na niebie, Świętym Mikołajem, prezentami i obfitością domowych biesiad. Ktokolwiek dobrowolnie wyłamuje się z kanonu tradycyjnych świąt, zostaje uznany za ekscentryka i odmieńca. Zdarzyło mi się raz spotkać mężczyznę, który z chwilą wyprowadzenia się od rodziców, wszystkie święta - nie tylko Boże Narodzenie - spędza sam. Mimo że poza tym jest osobą otwartą i towarzyską, interesującą i powszechnie lubianą, nie składa świątecznych wizyt, nie przyjmuje zaproszeń na Wigilię, nikomu nie kupuje i od nikogo nie przyjmuje prezentów i w ogóle nie włącza się w tradycyjne szaleństwo świętowania. Na wszystkie pytania odpowiada: "Lubię być w święta sam". No i jest, zresztą nie tylko w święta.
Może ktoś taki jeszcze istnieje, ale chyba byłby to również wyjątek. Bo reguła jest odwrotna. Nawet codzienni samotnicy w święta pragną znaleźć się wśród ludzi. W sposób symboliczny podkreśla to obyczaj dostawiania dodatkowego nakrycia na wigilijnym stole dla zbłąkanego wędrowca. Wątpliwe, by dziś ktokolwiek odważył się jakąś przypadkową i obcą osobę faktycznie zaprosić do stołu, ale zwyczaj pozostał. Niekiedy dopraszamy do rodzinnych uroczystości samotne osoby z sąsiedztwa, miejsca pracy lub spośród dalszych krewnych czy znajomych. Akcenty takie sprawiają, że nastrój świąteczny staje się podniosły, szlachetny i wspaniałomyślny. Wszak dzielimy się nie tylko jadłem, ale także swoją rodziną z kimś, kto jej nie ma.
Mimo tych niesamolubnych odruchów oraz rekolekcyjnego nastroju, współczesne Boże Narodzenie zaczyna tracić swój czysto religijny charakter. Staje się festiwalem reklamy, komercji i chwytów handlowych bardzo odległych od sacrum, jak choćby "wigilie" czy "opłatki" organizowane w zakładach pracy na długo przed świętami albo po nich. Imprezy te mają pewien urok, ale przyznajmy, chodzi głównie o sens integracyjny, a nie religijny. Zresztą nie szkodzi, inne nowomnodne pomysły wydają się gorsze. Wiele dni wcześniej odświętna szata sklepów zaczyna przyciągać tłumy i zachęcać do zakupów. Kto żyw pędzi po prezenty już na początku grudnia, czy ma na to odpowiednio dużo pieniędzy, czy nie, włączając się do ogólnego szaleństwa. I to wcale nie jest dobrze. Warto byłoby to sprowadzić do rozsądnych wymiarów, nadając Świętom właściwy nastrój, ale nie za wszelką cenę.
Rozświetlony i połyskujący dekoracjami przedświąteczny sztafaż nawołuje, że ma być radośnie, podniośle i szczęśliwie. Dobrze, gdy akurat ktoś ma do takiego nastroju gotowość. Trudniej włączyć się do euforii komuś, u kogo świąteczne skojarzenia poruszają strunę nostaligii lub tęsknoty. Gdy kolędy, dzwoneczki, rozświetlone choinki, wonie domowych wypieków i góry przystrojonych w kokardy prezentów przypominają o tym, że ktoś odszedł na zawsze, porzucił lub umarł, że ktoś został na świecie sam. Lub że ci, którzy są z nami, męczą nas, nie lubią, wykorzystują - bo przecież to też nie tak rzadko się zdarza. Wtedy jest smutno.
"Czuć się oszukaną lub odtrąconą w Boże Narodzenie wydaje się znacznie trudniejsze niż kiedy indziej" - pisze amerykańska psycholog Margaret Leroy (w książce Some Girls Do). Gdy masz złamane serce (z jakiegokolwiek powodu), nie ma nic gorszego, niż znaleźć się wśród ostentacyjnie szczęśliwych ludzi. Nasze wspomnienia lub nieziszczone marzenia sprawiają, że możemy odczuć wyjątkowe przygnębienie patrząc na cudze szczęście.
Porównywanie siebie z przesłodzonymi obrazkami świątecznej idylli wywołuje stres i odrobinę lęku niemal u wszystkich, a w każdym razie u osób, które czują się odpowiedzialne za to, żeby święta "się udały". Lęk przed rozczarowaniem - na przykład przed tym, że ktoś będzie niezadowolony, że podczas wieczerzy ktoś poruszy drażliwy temat, upije się albo że dzieci źle się zachowają i skompromitują rodzinę - powoduje stres. Stres źle wpływa na efekty starań i psuje przyjemność. Z powodu wysokich oczekiwań i lęku o to, czy się uda, święta mogą w perfidny sposób stać się "niezdanym" egzaminem. Niby staje do tego egzaminu cała rodzina, ale tak naprawdę za wszystko i za wszystkich często czuje się odpowiedzialna jedynie gospodyni, pani domu.
Oto kilka przedświątecznych refleksji, które mogą pomóc poradzić sobie z niedobrymi wspomnieniami lub niepokojem, żeby tylko "wszystko się udało". Jeżeli się boisz albo ci smutno, nie zmuszaj się do udawania radości. Pamiętaj, jeżeli ktoś nie umie się znaleźć w obliczu czyjegoś smutku, to jest to JEGO problem. Ty bądź sobą. Ale nie tragizuj, nie pogrążaj się w ponurym nastroju, bo rozpamiętywanie i czarnowidztwo pogłębiają smutek i depresję.
Bądźmy dla siebie życzliwi i wyrozumiali. Kto stoi przed wielką próbą urządzenia wielkich rodzinnych Świąt, niech się dobrze wyśpi, pójdzie do fryzjera, na masaż, na basen, do sauny. Po dużym wysiłku, też. Podzielmy przygotowania pomiędzy wszystkich domowników i nie bójmy się, że inni zrobią coś gorzej lub trochę inaczej. Pozbądźmy się perfekcyjnych ambicji. Dla relaksu warto wybrać się do kina, na koncert, do teatru, porozmawiać z życzliwą osobą na spacerze lub przy herbacie w cukierni i to niekoniecznie o przygotowaniach świątecznych czy zakupach. A wybierając prezenty dla najbliższych zadbajmy o to, żeby nie pochłonęły wszystkich oszczędności i rezerw. Życie nie kończy się w Boże Narodzenie. Obdarowywanie prezentami to sztuka. Trzeba znać pragnienia innych, ale jeszcze bardziej trzeba znać miarę realnych możliwości swego portfela. Zasada "Zastaw się, a postaw się" to głupia przestarzała maksyma świadcząca o niskim poczuciu wartości tych, którzy ją wymyślili i upowszechnili. Wcale nie musimy stosować się do niemądrych, choćby i bardzo "narodowych" zasad.
A jeśli kłębią ci się w głowie niedobre myśli, wspomnienia czy żale związane z przeszłością - spisz te myśli na kartce, przeanalizuj czy przypadkiem nie obwiniasz siebie lub kogoś innego zbyt pochopnie. Pogódź się z życiem takim jakie jest, przestań szukać ułudy, której nie ma. Spróbuj wybaczyć. Możesz na pożegnanie z żalami spalić ten spis, to czasem pomaga zatrzasnąć drzwi przeszłości.
Odrzuć komercyjną magię świąt, zamyśl się nad ich prawdziwym sensem. Poza tym, zobacz, że jest to po prostu kilka dni czczonych z wielkiej historycznej okazji i w życiu człowieka to w sumie tylko trochę dłużej niż normalny weekend. Więc, chwileczkę, po co ten cały stres? Uczyńmy z naszych świąt sposób na spełnienie choć odrobiny potrzeb duchowych. Jeżeli pragniemy religijnego skupienia, przestańmy szaleć w kuchni. Jeżeli potrzebujemy pogodnej atmosfery, zaprośmy ludzi rozsiewających radość i pogodę. Jeżeli nie chcemy smutnych wspomnień, zwróćmy się ku sprawom wzniosłym. Jeżeli nie chcemy pijackich awantur, nie stawiajmy na stole butelki. Jeżeli nie chcemy kłótni i łez, rozmawiajmy i myślmy o tym, za co możemy być wdzięczni.
A kiedy uda się to w tym roku, to w przyszłym będziemy już mieć kolejne (lub pierwsze) piękne wspomnienie świąteczne.