Spotkania rodzin

...czyli grupowa psychoedukacja i poradnictwo dla osób z problemami w rodzinie (współuzależnienie, uzależnienie, własne lub czyjeś zmartwienia, konflikty, przemoc, wychowywanie dzieci, nieporozumienia małżeńskie).

Gdzie?
Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie
(w ramach programu Ośrodka Terapii Uzależnień)
Al. Sobieskiego 1/9
Mała Sala Konferencyjna, I piętro

Kiedy?
Czwartki, godzina 17:00 - 18:30

Kto prowadzi?
Ewa Woydyłło

Warunki uczestnictwa
Bezpłatnie, anonimowo, bez rejestracji, bez pisemnej dokumentacji, okres uczestnictwa nieograniczony.

Niektóre tematy poruszane przez uczestników

14 stycznia 2010

Pytanie matki 22-letniego syna, spędzającego ostatnie kilka miesięcy głównie przy komputerze i grach komputerowych: CO ROBIĆ?

Ponieważ dotychczasowe, wielokrotne próby perswazji, ostrzeżeń, pouczania i wymówek ze strony matki nie przyniosły żadnego rezultatu, a nawet nie pomogło przeniesienie syna do zastępczego mieszkania (za które zresztą płaci rodzina) i zaprzestanie dawania mu pieniędzy - sytuacja wydaje się beznadziejna.

Propozycja: komputer powinien zniknąć z domu, skoro stał się bezpośrednim "sprawcą" nałogu syna.

Nawet jeżeli syn, wcześniej pracując, sam kupił komputer za swoje zarobione pieniądze, to obecnie pozostając od ponad pół roku na całkowitym utrzymaniu rodziców, nie może już być uznawany za jego właściciela. Można liczyć na szok związany z odebraniem temu mężczyżnie (22 lata!) jego niebezpiecznej zabawki. Wtedy jednak prawdopodobnie łatwiej będzie przekonać go, że jego postępowanie jest coraz bardziej ryzykowne i szkodliwe. Zwłaszcza, że po utracie poprzedniej pracy syn konsekwentnie odmawiał podjęcia innej pracy (znajdowanej przez matkę), jak również - konsekwentnie odmawiał pójścia do psychologa lub psychiatry (w sprawie coraz bardziej ewidentnej depresji połączonej z nałogową ucieczką w wirtualny świat gier).

Wiele osób obecnych na tym czwartkowym spotkaniu zaangażowało się w sprawę usiłując zdesperowaną Matkę przekonać, że dalsze pobłażanie może doprowadzić do znacznie gorszych skutków niż zabranie synowi komputera (np. do czasu aż zacznie znowu pracować i zarabiać na siebie).

Ta sprawa, jak i wiele innych podobnych przypadków, kiedy osoba z ewidentnym problemem uzależnienia nie chce (lub nie może) zgłosić się na terapię, pokazuje jak trudna, a jedncześnie konieczna jest INTERWENCJA. Jest to spowodowanie kryzysu i poczucia zagrożenia lub stworzenie sytuacji "przyparcia do muru" tak, by osoba zagrożona MUSIAłA zgodzić się na skorzystanie z pomocy specjalistycznej.


17 grudnia 2009

W SAMOTNOŚCI TRUDNIEJ WYZDROWIEĆ
(A NIEKIEDY JEST TO W OGÓLE NIEWYKONALNE)

Praktyczne, konkretne, prawdziwie życiowe wsparcie ze strony innych ludzi - najlepiej dobrze zorientowanych we wszyskim, co dotyczy problemu - potrzebne jest osobie uzależnionej rozpoczynającej powrót do zdrowia jak powietrze do oddychania. Istnieją dwa rodzaje takich ludzi: terapeuci wyspecjalizowani w leczeniu uzależnień oraz inni trzeźwiejący alkoholicy, najlepiej zaawansowani w trzeźwieniu. Z ich strony nowicjusz uzyska praktyczne wskazówki oraz nieoceniające i emocjonalnie wolne od histerii, lęku lub rozpaczy WSPARCIE.

Prawie nigdy takiego wsparcia nie są w stanie okazać osoby bliskie: matki, ojcowie, współmałżonkowie, dzieci i silnie związani uczuciowo przyjaciele lub krewni. Zbyt głęboko przeżywają oni problemy osobiste i życiowe swych najbliższych uzależnionych; zjawisko to znamy pod nazwą WSPÓŁUZALEŻNIENIE. Ono właśnie oznacza nadmierne emocjonalne zaangażowanie w sprawy osoby niezdolnej do samodzielnego zaprzestania nałogowych zachowań. Cierpią razem z nią i żeby to cierpienie złagodzić, wpadają w silne emocje - od strachu, złości, pretensji, poprzez poświęcenie, dawanie się oszukiwać i okłamywać, aż po nadmierną troskliwość, nadopiekuńczość i pobłażliwość. Najważniejsze jednak, że podobnie jak alkoholik, wierzą, że w tajemnicy przed światem, pewnego dnia nadmierne picie SAMO MINIE i potem już wszystko będzie dobrze...

Choroba alkoholowa, jak również inne uzależnienia, rozwija się podstępnie, omamiając umysł dotkniętej nią osoby i fałszywie (ale za to niesamowicie uporczywie!) upewniając, iż poradzi sobie SAMA, bez niczyjej pomocy.

To dlatego leczenie musi odbywać się w grupie, gdzie trzeba pokonać lęk przed mówieniem o sobie, a w szczególności o swoich wstydliwych sekretach dotyczących nałogu, ale nie tylko - również o tych sekretach, które niekiedy mogły się stać powodem ucieczki w alkohol (lub inne uzależnienie). Ujawniając to, co budzi w samym sobie największy wstyd i poczucie winy, można przekonać się, że ludzie potrafią okazywać życzliwość i gotowość pomocy. Taka jest rola zarówno grupy terapeutycznej, jak i grup Anonimowych wspólnot tworzonych przez osoby uzależnione czy to od alkoholu, narkotyków lub innych nałogowych, destrukcyjnych obsesji. To tam, w tych grupach, zaczyna się odradzać poczucie wartości, bez którego bardzo trudno zdobyć się heroizm zerwania z nałogowymi sposobami ucieczki od siebie.


10 grudnia 2009

Czy preparat sprzedawany w aptekach pod nazwą "Smart-Kudzu" jest lekarstwem na alkoholizm?

Nie, nie i jeszcze raz nie. Na razie nie wynaleziono lekarstwa na uzależnienie. Gdyby do tego doszło, autor wynalazku otrzymałby bez wątpienia Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny.
Ten chiński specjał ziołowy może natomiast łagodzić nerwowość i w ten sposób zmniejszać chęć picia. Najlepiej go wypróbować osobiście stwierdzić, czy faktycznie po Kudzu nie chce sie pić. Wyczytałam w Internecie, że w Chinach jest to znane lekarstwo na "kaca": czyli poprawia samopoczucie po przepiciu. Niestety jednak nie uczy nikogo jak sobie radzić z trudnymi emocjami, nie pomaga w ułożeniu dobrych relacji z bliskimi, nie nauczy samodyscypliny ani odpowiedzialności za życiowe decyzje. A te właśnie umiejętności są niezbędne do tego, by alkohol przestał być w ogóle potrzebny.


8 marca 2007

Czy jest to objaw "syndromu DDA", że wobec mężczyzn, z którymi pracuję, a którzy się do mnie odnoszą protekcjonalnie, bardzo często odczuwam złość i chęć agresji?

Syndromem DDA nazywamy zbiór wielu możliwych skutków - w tym zaburzeń lub niekorzystnych nawyków - nie służących dobremu funkcjonowaniu w życiu osobistym, zwłaszcza w bliskich relacjach z ludźmi. Dorosłe Dzieci Alkoholików wychowywały się w rodzinach, gdzie mogło je spotkać wiele krzywd i zaniedbań lub po prostu nie było dobrych wzorów szczęśliwych związków. Może im więc być trudno, a nawet bardzo trudno, radzić sobie z ludźmi w życiu osobistym, w pracy, w relacjach towarzyskich i związkach intymnych. Stopień tych trudności jest indywidualny. Są DDA, które świetnie funkcjonują i mają własne dobre rodziny, bo zdołały nauczyć się dobrze sobie radzić wprawdzie nie od uzależnionych czy współuzależnionych rodziców, ale z pomocą innych autorytetów i życzliwych przewodników życiowych.

Szczególnie gniewne reagowanie na zachowania kolegów w pracy może mieć związek z zapamiętaną z dzieciństwa złością na ojca alkoholika. Ale nie musi. Może koledzy w pracy zachowują się wobec pani, jedynej kobiety w waszym dziale, nietaktownie i arogancko, bo są po prostu źle wychowani.

Zamiast zastanawiać się ewentualnym źródłem swojej złości w "syndromie DDA", lepiej niech pani obmyśli skuteczną strategię radzenia sobie z każdym kolejnym przejawem męskiej arogancji w swojej pracy. Można zrobić kilka rzeczy:

Osobom nadmiernie emocjonalnym, gwałtownie przeżywającym codzienne frustracje i problemy, pomóc może tzw. RET - "racjonalno-emotywna terapia" Alberta Ellisa. W największym skrócie polega ona na tym, aby zmienić swoje myślenie głównie pod względem trzech aspektów:

  1. O przykrych zdarzeniach nie należy od razu myśleć w skrajnie wyolbrzymiony sposób. Zamiast: "To straszne! Nie zniosę tego! Nie wytrzymam! Koniec świata!" pomyślmy: "Szkoda. Nie podoba mi się to. Chociaż to przykre, poradzę sobie. Mogłoby być gorzej." A gdy mimo to sytuacja wydaje się nam "straszna" i w żaden sposób nie udaje się nam z nią pogodzić, to spokojnie przeprowadźmy ze sobą następującą rozmowę: "A dlaczego właściwie miało mnie to nie spotkać? Dlaczego uważam, że jest to nie do wytrzymania? Kim jestem, że wszyscy ludzie i zdarzenia mają być takie, jak ja sobie tego życzę? Przecież nie ja rządzę światem. Ludzie mają prawo postępować tak, jak chcą. Jeżeli mi się to nie podoba, muszę albo się od nich oddalić, albo znaleźć taki sposób, aby oni zechcieli się zmienić. Nie pomoże mi w tym złość czy rozpacz, tylko rozsądek i inteligencja, silni sojusznicy, przekonujące (dla NICH) argumenty."
  2. Przestać nadużywać słowa POWINNI w odniesieniu do ludzi, zdarzeń i faktów. Gdy coś jest nie po naszej myśli, lepiej powiedzieć DOBRZE BY BYŁO, ŻEBY... Zwrot ten nie tylko brzmi spokojniej, ale zostawia otwartą drogę, aby samemu coś w danej sytuacji zrobić.
    Przykład 1.
    Gdy pomyśli pani: "Koledzy w pracy POWINNI być życzliwi i wyrozumiali" - a oni zachowają się nieżyczliwie i niewyrozumiale, to nie ma pani innego wyjścia, jak się wściec. Cała uwaga zablokuje się na roztrząsaniu problemu, a problem jest kompletnie nierozwiązywalny (jeżeli coś powinno jakieś być, a nie jest, to nie ma wyjścia.)
    Przykład 2.
    Teraz prosze pomyśleć: "DOBRZE BY BYŁO, aby koledzy w pracy zachowywali się życzliwie i wyrozumiale. Ponieważ zachowują się arogancko i wrogo, nie podoba mi się to, przeszkadza mi, utrudnia pracę, odbiera spokój. Co by tu zrobić w tej sprawie? Jak tych kolegów przekonać do lepszego zachowania? Czy ich zawstydzić? Czy postraszyć? Czy zignorować?"
    Widzi pani, już z tych kilku pytań wynika, że myśli biegną w kierunku rozwiązań, a nie utknęły w roztrząsaniu problemu. Nawet jeżeli nie znajdziemy skutecznego sposobu na jego rozwiązanie, to złość lub niezadowolenie będą bardziej umiarkowane, a nie wybuchowe. A o to przeczież chodziło.
  3. Słowo POWINNAM lub POWINIENEM usunąć całkowicie ze swego myślenia o sobie. Dlaczego? Bo prowadzi, podobnie jak w punkcie 2. do nierealistycznych oczekiwań i bardzo wielkiego niezadowolenia z siebie. Zamiast "POWINNAM zdać egzamin", lepiej powiedzieć: "DOBRZE BY BYŁO abym zdała". Podąża za nią kolejne zdanie: "Co mogłabym zrobić, aby następnym razem poszło mi lepiej?" W tym zawiera się mądra zasada: Lepiej sobie pomagać niż siebie potępiać. Lepiej dawać sobie zawsze drugą szansę (i trzecią, i czwartą...) niż wpadać w pułapkę perfekcjonizmu uniemożliwiającemu uczenie się na swoich błędach.

94-letni amerykański psycholog Albert Ellis doradza stosowanie RET wszystkim ludziom, którzy chcą nauczyć się panować nad swymi nieracjonalnymi emocjami przez rozsądne myślenie, rozważanie i analizowanie swych przekonań związanych z nadarzającymi się sytuacjami wywołującymi frustrację i gwałtowne wzburzenie.

21 grudnia 2006

Powtarzający się na naszych spotkaniach problem:

Żona w stanie skrajnego wyczerpania nerwowego znalazła się w szpitalu psychiatrycznym. Lekarze i psycholodzy głowią się: depresja? nerwica? psychoza? Oczywiście dla terapeutów i dla pacjentki najpilniejsze pytanie: Jak ją leczyć, jak przywrócić kobiecie siły i chęć życia?

Tłumiąc łzy cisnące się do oczu, łamiącym się głosem, przez ściśnięte gardło, kobieta pyta:

Czy muszę być na Święta w domu z mężem i dziećmi? Dostałam przepustkę ze szpitala, ale boję się wrócić do domu, bo nie wiem co się ze mną stanie, może nawet coś gorszego niż to, po czym znalazłam się w szpitalu. Mogłabym święta spędzić u rodziców. Jednak dzieci chcą być w swoim domu z tatą i ze mną. Mąż też domaga się, żebym była z nimi, a nie u swojej mamy.

Od słowa do słowa, dowiadujemy się o co chodzi. Od osiemnastu lat kobieta żyje z mężem, którego pijaństwo nasila się coraz bardziej. Nie raz bywała w ich domu policja, mąż ma "założoną" Niebieską Kartę, ale jak dotąd nic z tego nie wynikło. Miejscowa Komisja d/s Przeciwdziałania Alkoholizmowi wzywała męża do stawiennictwa, ale on to zignorował i znów, nic z tego nie wynikło. Raz udało się skłonić męża do wszycia esperalu, ale już kilka tygodni później mąż pił szklankami - znów nic z tego nie wynikło. Gdy mąż jest pijany, w domu jest piekło. Gdy trochę przetrzeźwieje - kaja się, błaga, obiecuje poprawę. Za swoje pijaństwo obwinia żonę i jej rodzinę. Robi to tak często, sugestywnie i uporczywie, że dzieci mu współczują, a pretensje mają do mamy. A teraz, po jej ostatnim ataku szału, jeszcze bardziej stoją murem za ojcem. Mąż jest prawdopodobnie alkoholikiem. Gdyby nie był, to potrafiłby ograniczyć picie i zrobiłby to już dawno, bo najwyraźniej kocha swoją rodzinę, "stara się" robić przerwy w piciu, ale niestety, gdy upije się - a musi to co jakiś czas robić - zachowuje się agresywnie, destrukcyjnie, wrogo. Żona przez 18 lat usiłowała radzić sobie na własną rękę z upokorzeniami, wstydem, lękiem, poczuciem ciągłego zagrożenia i coraz większego chaosu. Niestety nerwy nie wytrzymały.

Niedawno podczas kolejnej pijackiej awantury dostała szału. Teraz lekarze usiłują jej pomóc. Ale w szpitalu przecież nie może przebywać w nieskończoność. Najpierw zaproponowano, żeby wróciła do domu na krótko, na kilka świątecznych dni. Tylko że kobieta jeszcze nie zdążyła niczego się nauczyć w terapii. Nie wie, jak inaczej niż dotąd, miałaby postępować. Nadal czuje się zdana tylko na siebie. Boi się o dzieci, o ich wizję życia w rodzinie i o to, jak zapamiętają tegoroczną Wigilię... Bo jeżeli miałoby być tak jak w zeszłym roku, i w poprzednim, i każdego roku - to ona może nie wytrzymać. Nerwy ma w strzępach, zszargały je doszczętnie długie lata domowego piekła. Nie potrafi przez telefon powiedzieć mężowi, że się go boi. Że boi się jego pijaństwa. Na myśl o takiej rozmowie, zaczyna szlochać. Nie powie mu też, że wolałaby Święta spędzić u rodziców. Boi się, że dzieci zechcą być z ojcem, bo ją potępiają. Czuje, że w domu nikt jej nie rozumie. Rodzice nie lubią jej męża, nie może więc liczyć na to, że w Święta wszyscy będą razem i w razie czego ktoś weźmie ją w obronę. Może być tylko sama w domu z mężem i dziećmi lub sama z rodzicami, bez swoich dzieci. W ostateczności, mogłaby nie skorzystać z przepustki i zostać w szpitalu. Sama. Sytuacja bez wyjścia. W każdym razie wydaje się, że bez dobrego wyjścia.

Propozycja:

- Oto numer telefonu. Niech pani nie rozmawia z mężem, tylko poprosi o zatelefonowanie do psychologa w sprawie Świąt.
- Dobrze, to mogę powiedzieć i mąż chyba zadzwoni.

24 grudnia (rano)

Po 15-minutowej rozmowie telefonicznej z mężem tej kobiety, końcowe usatalenia: Życzę temu Panu i tamtej Pani, i wszystkim Państwu - takich Świąt, które lubimy wspominać i takiego Nowego Roku, który chcielibyśmy, aby trwał jak najdłużej.

14 grudnia 2006

I

Mężczyzna, z którym przestałam się spotykać, wciąż do mnie dzwoni. Nawet gdy byłam na wakacjach na drugiej półkuli, dzwonił na moją komórkę, co odbiło się na wysokości mojego rachunku. Gdy mówię mu, żeby nie dzwonił, szczególnie gdy poznaję po sposobie mówienia, że nie jest trzeźwy, on nie przyjmuje tego do wiadomości. Jak mam go przekonać, żeby przestał do mnie dzwonić?

Można przestać odbierać jego telefony. Usłyszawszy jego głos w słuchawce można powiedzieć: "Pomyłka" albo po prostu nacisnąć klawisz "Wyłącz". Można wreszcie, zmienić numer.

Ale czemu on nie rozumie, że ja nie chcę z nim rozmawiać, szczególnie gdy jest po alkoholu?

Nie wiem. Nie musi nic rozumieć. Najwidoczniej nie chce się pogodzić z tym, że został definitywnie odrzucony. A jeżeli przy tym sporo pije, to nie ma co się łudzić, że w ogóle cokolwiek potrafi "zrozumieć". Powinien otrzymać jednoznaczny sygnał, a otrzymuje dość miękkie i niestanowcze perswazje, tłumaczenia, wyjaśnienia. Trochę to brzmi tak, jakby pani podświadomie chciała, aby ten mężczyzna jednak całkiem nie zniknął z pani życia. I on to też wyczuwa. Więc ponawia próby, jak widać dość skutecznie, skoro już kilka miesięcy udaje mu się z panią rozmawiać i utrzymywać kontakty.

II

Jak rozmawiać z 11-letnią córką, która chce siłą zatrzymać ojca, gdy on wyjeżdża lub wychodzi z domu? Bo potem długo nie wraca, ma inną kobietę, którą córka poznała i boi się, że tata odejdzie do niej na zawsze.

Powinien z córką porozmawiać ojciec.

Ale on uważa, że to ja córkę namawiam, aby ingerowała. Uważa też, że ja córkę nastawiam do niego wrogo.

Dobrze by było, aby znalazła pani kogoś, kto pomoże waszej rodzinie o tej trudnej sytuacji porozmawiać. Może to być ktoś znajomy, może psycholog.

Czy można o to poprosić terapeutkę, do której chodziła córka?

Tak. Może też być osoba, z którą obecnie pani mąż pracuje w grupie terapeutycznej, bo rozumiem że od kilkunastu miesięcy nie pije i kontynuuje terapię. Można również zwrócić się do sądu rodzinnego, w którym w takich skonfliktowanych sprawach pomagają małżeństwom mediatorzy. Jedno jest absolutnie konieczne: aby nie spowodować ciężkiej traumy u córki mąż i pani musicie zacząć wspólnie z nią rozmawiać by uchronić przed zachwianiem poczucia bezpieczeństwa. Pani też potrzebuje pomocy w tej trudnej sytuacji, bo tłumienie własnych uczuć może odbić się dotkliwie na pani zdrowiu i psychice, a w rezultacie na załamaniu roli dobrej matki. W najgorszym razie wasza rodzina się rozpadnie, mąż odejdzie do innej, ale ojcem pozostanie na zawsze i lepiej by było, aby był dobrym ojcem mimo rozpadu waszego małżeństwa.

30 listopada 2006

I

Czy córka, która obecnie przebywa na terapii w ośrodku MONAR będzie po rocznym pobycie miała inną osobowość?

- Osobowość to struktura dość trwała, chociaż można nad nią pracować i z czasem dopowadzić do pewnych zmian. Córka trafiła do ośrodka z powodu alkoholizmu i narkomanii. Miejmy nadzieję, że uzyska odpowiednią pomoc i nie wróci do narkotyków i alkoholu. Wcale niewiadomo, czy "osobowość" córki powinna się zmienić ani w jaki sposób. Powinny na pewno zmienić się jej zachowania, sposób myślenia i odnoszenia się do ludzi. Samo zaprzestanie picia i ćpania oraz wielomiesięczny trening w grupie terapeutycznej i wspólnocie monarowskiego ośrodka może jej wystarczająco w tym pomóc.

Tak, zauważyłam już, że córka teraz inaczej się zachowuje. Do mnie jako matki odnosi się też lepiej niż kiedyś. Mam wątpliwość, czy powinnam jej wysyłać pieniądze na papierosy. Sama rzuciłam palenie i nie podoba mi się, że mam płacić za nałóg córki.

- To sprawa dyskusyjna. Niektórzy specjaliści w dziedzinie uzależnień uważają, że odstawienie alkoholu, a tym bardziej odstawienie alkoholu i narkotyków, to dostatecznie wielkie zadanie. Papierosy nie prowadzą nigdy do zachowań antyspołecznych i palenie nie prowadzi do agresji (a alkohol i narkotyki tak). Dlatego w wielu programach odwykowych pozwala się pacjentom palić, pić kawę, jeść dużo słodyczy (co nie jest w nadmiarze zdrowe, ale jednak jest "mniejszym złem" niż ciężki nałóg destrukcyjny). Ja osobiście myślę, że posyłałabym bliskiej osobie pieniądze na papierosy gdybym widziała, że zaprzestała ona pić i brać narkotyki. Proszę jednak w tej sprawie oraz we wszystkich innych, które dotyczą pani relalcji z córką, poradzić się terapeutów z ośrodka MONAR przy okazji najbliższych odwiedzin.

II

Jestem na trudnych studiach i mam duże problemy z koncentracją.

- Koncentracja, pamięć, zdolność przyswajania wiadomości i rozwiązywania teoretycznych zadań, pisanie i dobre przygotowanie do sprawdzianów lub egzaminów poprawiają się, gdy człowiek jest: Dla lepszej koncentracji można każde zadanie podzielić na mniejsze części, opanowywać je po kolei robiąc przerwy na relaks, przebieżkę na świeżym powietrzu, telefon do koleżanki, zjedzenie miseczki ryżu lub makaronu z jarzynami, wypicie filiżanki herbaty lub kawy.